Menu

Z życia wariatki

Pisanie pamiętnika stało się już nudne, więc postanowiłam podzielić się z Wami moimi sekretami

Wszystko się dobrze kończy :)

minimi2201

Wiecie za co kocham swoją pracę?
Za to,że codziennie mnie zaskakuje.

Po całym tygodniu męczenia się w łóżku, łykania sterty leków, picia litrów herbaty i noszenia czterech swetrów, wreszcie wróciłam do pracy...

Z uśmiechem na ustach pokonałam drogę na pierwszy autobus a potem przesiadłam się w następny. 
Wbiegłam na trzecie piętro, otworzyłam drzwi, rozkodowałam alarm i padłam szczęśliwa na kanapę na korytarzu.
Rozejrzałam się. Cisza. Byłam sama.
"Rozkluczyłam" każdą salę i pootwierałam okna - w końcu instrumenty też muszą się przewietrzyć ;)
Wstawiłam kawę i poszłam do siebie.
Tak jak myślałam - nic się nie zmieniło. Wszystko leżało tak, jak to zostawiłam.
Pomyślałam: "przecież nie było Cię tylko tydzień świrusko... czegoś się spodziewała? że będzie ogromny remont i nie będziesz wiedziała gdzie masz gabinet?" :D 

Włączyłam komputer, radyjko i wzięłam się do pracy.

Dwie godziny później przyszedł Pan Prezes a chwilę później Pan Dyrektor.
Nie lubią jak się ich tak nazywa. Twierdzą, że "Prezes" i "Dyrektor" to określenia pasujące do starych, zdziadziałych, łysiejących i grubych mężczyzn a oni mają ledwo trzydzieści lat i żadne z wyżej wymienionych cech do nich nie pasuje :) 
Na co dzień jesteśmy po prostu na "ty", tym bardziej,że nie ma między nami dużej różnicy wieku.

Nie miałam za dużo pracy, więc postanowiłam nadgonić zaległości w bazie danych wszystkich ośrodków kultury w całej Polsce. Trochę ich jest a ja muszę wszystkie wrzucić do książki adresowej (nazwa, mail, telefon i adres), by móc się z nimi w szybki sposób skomunikować np. aby zrobić jakiś fajny koncert :)

Siedziałam grzecznie, popijając kawusię. W momencie gdy odstawiałam kubeczek (z dala od klawiatury, bo znając moje szczęście to bym rozlała :D ), do mojego sekretariatu weszli Panowie - Martin i Mikołaj (Dyrektor i Prezes). 
Trzymali ręce za plecami i się uśmiechali. 
Przyzwyczaiłam się już do tego,że mają głupie pomysły, ale nie sądziłam,że kiedyś znajdą coś na mnie :D

Co się okazało, Panowie kupili mi Rafaello i ....... KAZALI ZJEŚĆ W PÓŁ GODZINY ŻEBYM BYŁA ZDROWA :D
Podziękowałam, uśmiechnęłam się i otworzyłam pudełeczko. Spojrzałam na te wszystkie słodkie kulki i doszłam do wniosku,że nie dam rady zjeść ich aż tylu sama. Jaka była odpowiedź Panów?
                                  "ZJEDZ WSZYSTKIE. MASZ 30 MIN. TO POLECENIE SŁUŻBOWE"

I poszli...
Pomyślałam,że przecież mnie zmuli a oni na pewno żartują.
Zjadłam dwa i zabrałam się do pracy.

Pół godziny później Panowie znowu do mnie przyszli, sprawdzić czy wykonałam zadanie.
I wiecie co? Obrazili się,że nie wykonałam misji...

No i siedzę teraz, wpierdzielam te kokosowe kulki i popijam wodą żeby się nie zasłodzić, tylko po to żeby móc im pokazać,że zjadłam wszystkie (nie wrzuciłam do torebki ani nie ukryłam ich gdzieś w szafkach) i żeby przestali się na mnie gniewać :D

 

28829137_2036312489731675_1042435427_n

© Z życia wariatki
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci